Miesięcznik parafii NMP Matki Kościoła w Krakowie


Numer 4-5
czerwiec-lipiec 2002


Błogosławiony Ojciec Pio
Zakonnik, Stygmatyk, Mistyk
część 2.

Stygmatyzm to utożsamianie się z cierpieniem krzyżowym Chrystusa. Wielka tęsknota za Bogiem i ogromne umartwianie się z powodu grzechów ludzkości. Najdłużej ze wszystkich, bo przez 50 lat, stygmaty nosił ojciec Pio. Krwawiły one obficie, bolały i nie goiły się. Tak sam o. Pio opisał to, czego doświadczył:

,,Był ranek 20 września, a więc to było zeszłego miesiąca. Byłem w chórze po odprawieniu Mszy świętej. Zażywałem odpoczynku, tak jak to się dzieje wówczas, gdy człowiek dobrze śpi. Wszystkie zmysły tak zewnętrzne, jak również i same władze duszy zaznawały odpoczynku, którego żadną miarą nie podobna wyrazić i opisać. W tym wszystkim była jakaś wielka ogólna cisza zarówno we mnie, jak i wokół mnie. Czułem, że ogarnia mnie jakiś wielki dziwny spokój, że całkowicie wszystko (co tylko może niepokoić) mnie opuszcza. Poddałem się temu wszystkiemu. Wszystko to trwało bardzo krótko, jak mgnienie oka. I wtedy zobaczyłem jakąś dziwną zjawę, która szła ku mnie. Ta dziwna postać była podobna do tej, którą oglądałem wieczorem 5 sierpnia. Różniła się ona jednak od tamtej tym, że z jej rąk, stóp i piersi spływała krew. Ta zjawa przeraziła mnie. Tego, co w owym momencie przeżyłem i odczułem, nie potrafię nigdy opowiedzieć. Czułem, że umieram i chyba bym umarł, gdyby Pan nie przyszedł mi z pomocą i nie podtrzymał mego serca, które – tak to przeżywałem – trzepotało, jakby chciało wyskoczyć mi z piersi. Potem oglądana postać cofnęła się, a ja zauważyłem, że moje ręce, nogi i bok zostały przebite i zaczęła spływać krew. Wyobraźcie sobie ten straszliwy ból, jakiego wówczas doświadczyłem i wciąż doświadczam, prawie każdego dnia. Rana serca nieustannie wylewa krew. Szczególnie ma to miejsce od czwartku wieczorem do soboty. Ojcze mój, umieram z bólu ze względu na to udręczenie i niepokój, jaki potem przychodzi i jakiego doświadczam w głębi mej duszy. Boję się umrzeć z upływu krwi, jeśli Pan nie wysłucha błagań mego ubogiego serca i nie oddali ode mnie tego wszystkiego. Czy Jezus udzieli mi tej łaski, On, który jest tak dobry? A może przynajmniej oddali ode mnie ten niepokój i zawstydzenie, jakiego doświadczam przez te zewnętrzne znaki? Będę Go błagał jeszcze natarczywiej i nigdy nie przestanę wzywać Jego pomocy, by w końcu w swoim miłosierdziu oddalił ode mnie nie to udręczenie, nie ten ból, ponieważ wydaje mi się, że to jest niemożliwe, a ja chcę być napełniony bólem, ale by oddalił ode mnie te zewnętrzne znaki, które są dla mnie zawstydzeniem, nieopisanym i niemożliwym do zniesienia upokorzeniem”.

Celowo przytoczyłam tak obszerny fragment listu, aby oddać zarówno sam akt naznaczenia jak i przemyślenia po nim. Na zastanowienie zasługuje fakt, że nie chciał się wyrzec ogromnego bólu, ponad ludzkie możliwości i wyobrażenie, aby tylko odczuwać cierpienie Chrystusa. Chciał go znosić w tajemnicy, aby nie być obiektem obserwacji. Nie pragnął współczucia, co wielu z nas pomaga go znieść.

Utrzymać w tajemnicy zakonnika ze stygmatami krwawiącymi tak obficie, że trudno było to ukryć, stało się niemożliwe. Rozpoczęły się więc badania lekarskie, które miały naukowo stwierdzić, czym są stygmaty. Znana jest opinia prof. Romanellego, który w ciągu 2 lat badał o. Pio pięciokrotnie. Opisał on obrażenie rąk jako rany pokryte cienką błoną koloru różowego. Nie stwierdził, czy są one na wylot, gdyż przyciskanie sprawiało o. Pio ogromny ból. Rany na stopach są takie same, bez śladów zapalenia. Rana w boku charakteryzuje się równoległym cięciem do żeber długości 7-8 cm, jest dość głęboka i krwawi. Krew ma charakter tętniczy. Profesor jednak nie potrafił zakwalifikować ran do znanych objawów medycznych. Wszelkie próby mycia, smarowania, leczenia nie dawały rezultatu. Zakonnik nie dezynfekował ran, nosił zwykłe rękawiczki wełniane, a mimo to nie nastąpiło zakażenie. Innym lekarzem, który dokonywał badań, był dr Giorgio Festa. Opisał on dokładnie swoje spostrzeżenia w raporcie. Jeszcze raz badał on rany podczas operacji przepukliny, jakiej poddał się o. Pio, ale bez uśpienia, aby do badania nie doszło. Jednak po zabiegu zemdlał i wówczas doktor zbadał ranę boku, która wyglądała tak samo jak przed 5 laty, kiedy badał ją po raz pierwszy.

Tymczasem zainteresowanie, jakie wzbudzał Zakonnik rosło i dlatego zaniepokoiło to Watykan, a konkretnie Kongregację Świętego Oficjum. 2 czerwca 1922 roku uznano ograniczenie działalności o. Pio. Polegało to na tym, że może odprawiać Mszę św. tylko w wewnętrznej kaplicy klasztoru samotnie. Zakaz odpisywania na listy, nawet przez inne osoby. Dlatego taka ostrożność władz kościelnych, jeżeli tysiące ludzi odchodziło z klasztoru pojednanych z Bogiem? Próba przeniesienia do innego klasztoru nie udała się ze względu na bunt, jaki to mogło pociągnąć za sobą wśród tłumów, które pilnowały klasztoru. Kilka wizytacji, w tym i papieska nie dały nic. Ostatni cios, jaki dotknął o. Pio to ten, że przez dwa lata musiał znosić całkowitą samotność i separację. Towarzyszyła mu tylko Msza, św., którą teraz odprawiał kilka godzin. Zakazy, same zakazy, nawet ten o podchodzeniu do okna w celu błogosławieństwa tłumów. Nie nosił w sobie żalu, załamania czy smutku. On dalej modlił się i kochał Boga i znosił wszystko z wielka pokorą. Cierpienie stało się drugą naturą zakonnika. Podjął się go z tego samego powodu, co Chrystus: z wielkiej miłości do drugich.

Przykładem jest spotkanie o. Pio z ciężko chorym mężczyzną, którego przyprowadzono, aby go pobłogosławił i modlił się. Zakonnik ściskając go serdecznie powiedział: „Ileż chorób. Co za cierpienie Panie, spuść na mnie cierpienie tego człowieka”. Chory odzyskał zdrowie, a Pio przez kilka dni czuł się bardzo źle, z gorączką i bólami. Świadczy to o przyjęciu ofiary. Inny człowiek, któremu udzielił pomocy usłyszał takie oto słowa od o. Pio: „Synu mój, jeszcze jeden taki jak ty, a pozbawicie mnie 30 lat życia!”.

Konfesjonał to jest miejsce jego realizacji. Nie kazania, czy katechizacja, ale miejsce uwalniania sumień, w tym widział swoje powołanie. Bez ograniczeń czasowych czy fizycznych, spowiadał i spowiadał. Ale też nikt nie mógł mu się oprzeć. Mimo, że jednych przyjmował z radością, innych obojętnie a jeszcze innych obrzucał wyrzutami. Tłumy chętne do spowiedzi napierały na konfesjonał i zmusiło to zakon do obudowania go żelazną balustradą i rozdawania numerków, w celu zrobienia porządku. Spowiadał konkretnie i nie współczuł, ale dążył do osiągnięcia poprawy. Problemy ludzi ogromne przed rozmową, po niej stawały się mniej ciężkie. Nie chciał podziękowań, a niekiedy wybuchał gniewem mówiąc: „To Bóg ci go udzielił, Jemu dziękuj”. Swoją osobę uważał za przepływ bożych łask. O. Pio znał stan duszy spowiadającego. Mawiał: ”Szatan ma tylko jedną bramę, aby wejść do naszej duszy: słabą i grzeszną ludzką wolę. Nie ma innych tajnych przejść. Żadne zło nie byłoby grzechem bez przyzwolenia. Jeżeli w grzechu nie ma współudziału naszej woli, nie ma grzechu, jedynie ludzka słabość”.

Wszyscy nawróceni łączyli się z o. Pio przedziwną więzią. Nie była to jedynie pamięć, ale jakieś strumienie przepływającej łaski. Brał on na siebie cierpienie z powodu grzechów wszystkich popełnionych i tych, które zostaną popełnione, a nawróceni łączyli się z nim w tym cierpieniu poprzez modlitwę. Dla wielu stał się Mistrzem, bo potrafił dyskutować jak filozof i odpierać z taką argumentacją ataki przeciw wierze. Szukającym Boga mówił: ”Szukacie Go w książkach, a odnajdujecie w modlitwie. Po co ta okrężna droga?”.

Ojciec Pio od nowicjatu zapadał w ekstazy, trwające do pół godziny. Ukazywały mu się wówczas: Jezus, Maryja, a także Anioł Stróż. Nie były to senne majaki, lecz wizje, o których przedmiocie zakonnik doskonale się orientował. Miewał również widzenia Jezusa w ludzkiej postaci w czasie Ostatniej Wieczerzy, w Ogrójcu, w czasie biczowania i Zmartwychwstałego w chwale.

Życie Zakonnika to również przykład ścierania się sił boskich budujących dobro z diabelskimi, które chciały to zburzyć. Wszystkich, którzy nie wierzą w istnienie szatana, odsyłam do następnej części artykułu. W niej to postaram się opisać cierpienia, jakie doznawał o. Pio poprzez siły zła. Szczególnie ostro zaznaczyło się to w jego życiu i przez to stało się przykładem ponadczasowym, działania szatana.

J.B-B.





spis treści
strona główna