Jednomyślność w małżeństwie
czyli o tym, jakie znaczenie ma jednomyślność w wychowywaniu dzieci
Wyobraźmy sobie następującą scenkę z życia rodzinnego. Pięcioletni synek otrzymał polecenie od taty, aby zaniosło i wyrzuciło papierek po cukierku do kosza. Dziecko buntuje się i nie wykonuje nakazu. Ojciec denerwuje się z tego powodu i karci dziecko chwytając je za rękę i każąc mu stanowczo, aby wykonało polecenie. Dziecko odczuwając krzywdę z powodu wymuszania na nim czynności, której nie chce mu się wykonać, zaczyna płakać i zaraz potem szuka badawczo, gdzie znajduje się mamusia, która mogłaby ewentualnie wybawić je z wykonania zadania. Potem prędko biegnie w ramiona matki, szukając w nich "obrony" przed tatą. Matka dziecka, reagując spontanicznie, przytula chłopaka do siebie, pocieszając go i karcąc przy okazji tatę za to, że jest taki "okrutny" w stawianiu dziecku wygórowanych wymagań: "Zostaw go. On jest jeszcze taki malutki" - mówi do męża, zwracając się zaraz potem do dziecka: "Chodź do mamy, tata niedobry, mama obroni moje biedactwo..."
Zachowanie matki dziecka jest tutaj naganne. Brak jest w nim jednomyślności, tzn. zgodności, ze swoim mężem. Z punktu widzenia wychowania dziecka taka postawa jest niedopuszczalna i mimo sporadyczności sytuacji, może się okazać tragiczna w skutkach. Matka czy ojciec muszą przyjąć jeden front zasad i działań wychowawczych względem dziecka. Matka nie może podkopywać autorytetu ojca i odwrotnie. W przytoczonym zdarzeniu autorytet ojca u dziecka został poważnie podważony przez matkę.
Nie można okazywać litości dziecku, które płacze bez powodu. W naszej scenie dziecko zastosowało już świadomie język płaczu jako sygnału dla matki, aby się nad nim zlitowała i "obroniła" przed ojcem. Matka zaś popełniła tu dwa błędy: uległa manipulacji dziecka, oraz podważyła słuszność nakazu wydanego przez ojca, podrywając jego autorytet. W podobnych sytuacjach w przyszłości dziecko świetnie będzie wykorzystywać taki układ dla swoich egoistycznych celów.
Być może litowanie się nad dzieckiem jest produktem ubocznym większej uczuciowości kobiety i leży w naturze matek. Mimo tego, matka, chcąc dobrze wychować dziecko, musi ową litość pohamować, gdyż jest ona nieprzydatna ani dziecku, ani całej rodzinie i może nawet wyrządzić wiele szkody.
W opisywanej sytuacji i jej podobnych matka musi się okazać bardziej stanowcza i jednomyślna z mężem - ojcem dziecka. Powinna zawsze mówić do dziecka: "To co powiedział tatuś jest słuszne (a nie bałbym się też słowa święte) i ja nic na to nie poradzę. Rób to, co ci kazał tato! Kazał wyrzucić papierek do kosza, to wyrzuć papierek do kosza, a nie przychodź do mnie, abym cię ratowała!" Wydaje się, że jedna taka lekcja może ustawić u dziecka szacunek dla nakazów ojca już do końca dzieciństwa.
Może się też zdarzyć, że jakiś nakaz ojca nie jest do końca słuszny. Jednakże dla dobrego wychowania dziecka, nawet w takiej sytuacji matka nie powinna sprzeciwiać się przy dziecku decyzji ojca. Owszem, powinna z nim porozmawiać na osobności i powiedzieć otwarcie, że to i to jej się nie podoba, oraz poprosić, aby dla dobra wychowania ojciec nie powtarzał niewłaściwych nakazów. Z kolei w obecności syna / córki bezwzględnie musi być przyjęty przez obojga rodziców jeden, z góry ustalony front działań, wymogów, nakazów i zakazów. Tylko taka postawa służy kształtowaniu u dziecka właściwej hierarchii wartości, dokonywania przez nie wyborów dobra i odrzucania zła, oraz postawy szacunku dla obojga rodziców i uznawania ich autorytetu. Jest to wspaniały owoc jednomyślności ojca i matki w sprawie tak ważnej jak wychowanie, oraz decydowanie o tym, jakimi zasadami w życiu ma się kierować syn czy córka.
Ks. Stanisław Kracik
|