Wywiad z Markiem Skwarnickim
(część 1)
Jak wygląda prywatne życie Ojca Świętego? Jak przebiegają pielgrzymki Jana Pawła II w kabinie samolotu? Co to jest "Tryptyk rzymski"? Uważam, że na te i tym podobne pytania najlepszej odpowiedzi mógłby udzielić ks. bp Stanisław Dziwisz i... Marek Skwarnicki. Udałem się do Tego drugiego.
Pan Marek Skwarnicki należy do ludzi, których trudno określić jednym zdaniem. Rozpocznę więc Jego przedstawienie od dwóch aspektów Jego życia. Pierwszy jest zapewne najważniejszy dla Pana Marka, drugi dla nas - parafian NMP Matki Kościoła. Otóż Marek Skwarnicki jest długoletnim przyjacielem Ojca Świętego Jana Pawła II (od roku 1958), a my mamy szczęście, że taki człowiek mieszka na terenie naszej parafii, przy ul. S. Pigonia. Z wywiadu dowiemy się więcej o osobistym życiu Ojca Świętego oraz o benedyktyńskiej pracy i bogatej twórczości Pana Marka, które w sposób jak dotąd anonimowy wpisały się w życie polskiego Kościoła.
- Ks. Jest Pan poetą, pisarzem, dziennikarzem, felietonistą. Wiele lat pracował Pan w "Tygodniku Powszechnym".
- M.S. W "Tygodniku Powszechnym" pracowałem od 1958 do 1992 roku. Obecnie tylko z nim współpracuję. Przeszedłem na emeryturę i teraz jestem tylko pisarzem.
- Ks. Pisarzem jest się nawet na emeryturze?
- M.S. W ogóle się jest pisarzem albo się nim nie jest. Pisarzem się jest bez względu na to, czy się pracuje w redakcji, czy w wydawnictwie, czy gdzie indziej.
- Ks. Co Pan pisze teraz?
- M.S. Przygotowuję książkę. Są to moje wspomnienia z bardzo bogatego życia związanego z Papieżem i z Kościołem. Zacząłem pisać ją wcześniej, a teraz kończę. Ma ona tytuł "Papieskie lata 1978-2003". Obejmuje cały pontyfikat Jana Pawła II. Chcę tę książkę wydać na 25-lecie pontyfikatu.
- Ks. To będzie zapewne piękna i cenna książka. Nosi Pan zaszczytny tytuł przyjaciela Ojca Świętego. Jest Pan przyjacielem Ojca Świętego?
- M.S. To nie jest tytuł. To jest fakt. Przyjacielem się jest albo nie jest. Oczywiście chcę to powiedzieć w 25. roku pontyfikatu Papieża, że to jest mój przyjaciel.
- Ks. Wiele osób tego Panu zazdrości?
- M.S. Nie ma czego zazdrościć, bo to się stało samo. To jest opatrzność Boża. Ja mówię, że wszyscy są przyjaciółmi Papieża.
- Ks. W pewnym stopniu, tak jak wszyscy jesteśmy przyjaciółmi Pana Jezusa. Chciałem w związku z tym zadać pytanie: Jak rozpoczęła się znajomość, bo najpierw rozpoczyna się znajomość, potem dopiero przyjaźń z kardynałem Karolem Wojtyłą.
- M.S. Taka naprawdę znajomość, a nie to że go zobaczyłem czy spotkałem, zaczęła się, gdy został biskupem (1958 r.). Wtedy byłem członkiem redakcji "Tygodnika Powszechnego" - pisma związanego bardzo ściśle w tamtych latach z arcybiskupami Krakowa, ponieważ w ogóle "Tygodnik Powszechny" powstał jako inicjatywa kardynała Adama Sapiehy, a Karol Wojtyła niejako odziedziczył to pismo i uważał, że ma przez biskupa Sapiehę zadany "Tygodnik", który był jedynym pismem katolickim w tym czasie, ponieważ wszystkie inne były zabronione. To był fenomen w krajach komunistycznych, że było to pismo nie konspiracyjne, tylko oficjalnie publikowane. Ze względu na siłę katolicyzmu polskiego i specjalną politykę wobec Kościoła wyjątkiem był również jedyny, jak się mówiło wtedy pomiędzy Łabą a Władywostokiem, Katolicki Uniwersytet Lubelski, a pismem, związanym zresztą z KUL-em, był "Tygodnik Powszechny". Dlatego kardynał Karol Wojtyła się nim specjalnie opiekował.
- Ks. Zapewne w związku z tym nastąpiło wasze spotkanie.
- M.S. Tak, gdyż zapraszał do siebie redakcję "Tygodnika Powszechnego" co dwa miesiące. Gdy został biskupem, mieszkał wtedy jeszcze na Kanoniczej, i w jego mieszkaniu spotykaliśmy się przez wszystkie lata. Karol Wojtyła zawsze współpracował z osobami świeckimi i jako Papież też zrobił bardzo wiele, żeby Kościół i duchowni współpracowali ze świeckimi. To jest jeden z rysów charakterystycznych jego pontyfikatu, co było już widoczne w Krakowie.
- Ks. Jest to rzadko podkreślane i dostrzeganie tego rysu gubi się w analizach pontyfikatu Jana Pawła II.
- M.S. W Polsce rzeczywiście ten rys zupełnie się gubi, dlatego że księża w Polsce nie potrafią współpracować ze świeckimi, nie wiem dlaczego, i tym się różnią od księży w innych krajach. (Ks. Myślę, że bierze się to stąd, iż dawniej ksiądz był źródłem informacji dla swoich parafian. Czuł się alfą i omegą nie tylko w sprawach duszpasterskich. Teraz na szczęście czasy się zmieniły...).
- M.S. Ja myślę, że jest to również kwestia filozofii Karola Wojtyły i Soboru Watykańskiego, który nie został przyjęty w pełni w Polsce. Kościół to nie jest hierarchia biskupów, tylko jest to sakrament zbawienia świata. Wchodzimy do Kościoła nie przez to, że dostajemy zaświadczenie chrztu z parafii, aczkolwiek chrzest jest sakramentem wprowadzającym do Kościoła, a bierzmowanie jest sakramentem, który nas, wszystkich świeckich, rozsyła jako apostołów. Jedni z tych apostołów mają powołanie i zostają kapłanami, a lud Boży dzieli kapłaństwo powszechne Chrystusa.
- Ks. Mam nadzieję, że ten wywiad przyczyni się do tego, iż współpraca księży z laikatem się poszerzy.
- M.S. To wspaniale. Miejmy nadzieję, że tak się stanie.
- Ks. W naszej parafii są tego oznaki. Lwia część redakcji "Głosu" to świeccy, mamy różne wspólnoty parafialne, obecnie powstaje neokatechumenalna... Ojciec Święty, jeszcze jako biskup, wielokrotnie był inspirowany osobami świeckimi?
- M.S. Tak. Traktował ich na równi. Pod względem mądrości czy miłości Kościoła może nie być różnicy między duchownym a świeckim. Więc Wojtyła kierował się tym, kto bardziej kocha Kościół i kto mądrzej mówi i doradza.
- Ks. Często podróżował Pan z Ojcem Świętym podczas jego pielgrzymek apostolskich. Chciałem więc spytać o Pana osobiste przeżycia związane z tymi pielgrzymkami lub o jakiś niezatarty rys tych spotkań.
- M.S. Byłem z Papieżem w czasie jego dwunastu podróży, prawie na wszystkich kontynentach i opowiedzieć o nich wszystkich jest prawie niemożliwe (tu odsyłamy do ciekawych książek Pana Marka - ks.).
- Ks. Czy podróżował Pan z Ojcem Świętym na jego zaproszenie?
- M.S. Podróżowałem z Papieżem jako redaktor "Tygodnika Powszechnego" akredytowany przy Biurze Prasy Watykanu. Nie można inaczej podróżować z Ojcem Świętym jak tylko na Jego zaproszenie. Zawsze byłem w papieskim samolocie, a podróżowanie w papieskim samolocie jest tym samym, co zaproszenie do papieskich apartamentów. Z Papieżem leci mniej więcej sześćdziesięciu dziennikarzy. Są to dziennikarze akredytowani wszystkich narodowości i wszystkich odcieni ideologicznych, łącznie z komunistami, przedstawicielami komunistycznych pism, których teraz jest mniej.
- Ks. Ojciec Święty nie bał się?
- M.S. Czego miał się bać? Jak można pomyśleć, że Papież się czegoś bał? Przecież na Mszy inauguracyjnej swojego pontyfikatu powiedział: "Nie lękajcie się". Wiec jak można powiedzieć, że Papież się czegoś boi?
- Ks. Biskup Karol Wojtyła zostaje Papieżem i zaraz w pierwszą podróż i jako pierwszy z papieży zaprasza polskiego dziennikarza, przedstawiciela pisma "Tygodnik Powszechny". Czyli Pana?
- M.S. Tym razem zabrał mnie, ale w ciągu kilku dziesiątek papieskich podróży udział brali inni moi redakcyjni koledzy: naczelny redaktor śp. Jerzy Turowicz, ks. Adam Boniecki, który jest obecnie redaktorem naczelnym, latał do Afryki. Również i ja wiele latałem. To jest zaproszenie osobiste, tak jakby się było zaproszonym do apartamentów papieskich. "Tygodnik Powszechny" nie był tym pismem, które jest teraz. Wszyscy redaktorzy, z których trzy czwarte już nie żyje, byli przyjaciółmi Karola Wojtyły - Papieża, współpracowali z nim, zajmowali z wyboru episkopatu Polski różne stanowiska.
- Ks. Poznawszy już początek Pana przyjaźni z Karolem Wojtyłą, chciałbym przejść do "Tryptyku rzymskiego". Czy można tę książkę umieścić jako kolejną osobistą twórczość Ojca Świętego po "Przekroczyć próg nadziei", "Dar i tajemnica"?
- M.S. To jest zupełnie inne dzieło. Wyrasta ono z twórczości Karola Wojtyły, mimo przerwy wielu lat, z medytacyjno-filozoficzno-religijnego rodzaju Jego twórczości. Trzeba podkreślić, że autorem tego dzieła nie jest już Karol Wojtyła, ale Jan Paweł II, który w 25. roku swojego pontyfikatu, czując się starym i zmęczonym (co ja zgaduję) i już zbliżającym się do kresu życia, pisze wyznanie wiary. Cokolwiek pisze, zwłaszcza z siłą poetycko-liryczną, to pisze dla kogoś, pisze dla swojego ludu - nie tylko polskiego - dla Kościoła, dla ludu Bożego. Najpierw wyznaje swoje najczulsze przeżycia związane z przyrodą, a potem pisze o Kościele, co jest oparte konstrukcyjnie i literacko na interpretacji fresków Michała Anioła w Kaplicy Sykstyńskiej, gdzie jest wszystko: stworzenie świata, grzech, wypędzenie z raju, sąd ostateczny.
- Ks. Są zarzuty co do realizmu renesansowego Michała Anioła, którego dosłowność np. w wyobrażaniu Boga Ojca nie jest zbyt uzasadniona teologicznie.
- M.S. Ksiądz zmieni zdanie po przeczytaniu "Tryptyku rzymskiego".
- Ks. Czy może nam Pan powiedzieć, jeżeli nie jest to tajemnicą, na czym polegała Pana praca nad redakcją tego tekstu, jaki jest Pana wkład w tę książkę.
- M.S. To nie jest tajemnicą, ale nie o wszystkim mogę opowiedzieć. To są intymne sprawy Ojca Świętego, do których mnie dopuścił, i ze względu na delikatność sytuacji nie godzi się opowiadać o przyjacielu i o tym, jak on przeżywa swoje miłości, najgłębsze uczucia. Gdybym chciał opowiedzieć całą dramaturgię swojego pobytu u Ojca Świętego związanego z pracą nad tym dziełem, to można by napisać książkę. Może kiedyś nawet ją napiszę, by zostawić po nim pełne świadectwo. Teraz tylko wspomnę, że gdy pojechałem do Watykanu na zaproszenie Ojca Świętego w związku z redagowaniem książki "Tryptyk rzymski" (w listopadzie 2002), bp Stanisław Dziwisz przy pierwszej mojej wizycie u Papieża poinformował mnie, że jestem przez cały czas osobistym gościem Papieża. Taka formuła obowiązuje w Watykanie, bo gość, który przychodzi prawie codziennie do Papieża, jest w pewien sposób pilnowany. Muszą być o jego wizytach u Ojca Świętego uprzedzone straże. Poza tym mnie przyprowadzano na te wizyty, zawsze był ze mną jakiś kapłan.
- Ks. Obecnie dużo jest debat na temat, ile czerpiemy z Papieża? Powinniśmy czerpać z Niego znacznie więcej, ale wiadomo jak jest. Papież przyjeżdża na pielgrzymkę, ludzie się zbiorą na Błoniach, pomachają chorągiewkami, powiedzą, że byli pięć metrów od papamobile, zrobią zdjęcia, potem będą się tym chwalić, i czasami jest to koniec kontaktu z Papieżem. Myślę, że należy wspólnie poszukiwać sposobów przybliżenia Papieża nie tylko w czasie pielgrzymki. Wywiad z Panem ma taki cel. Pozwala rzucić światło na "Tryptyk rzymski", zrobić pewnego rodzaju reklamę, sięgając do Pana wypowiedzi jako do źródła informacji. Co Pan sądzi o takich sposobach podawania Papieża.
- M.S. Tak się robi reklamę, tak robią wydawcy, tak może i ksiądz robić. Najważniejsze jest to, żeby ludzie przeczytali tę książkę...
- Ks. Dziękuję bardzo za rozmowę i za obietnicę kolejnej rozmowy.
- M.S. Dziękuję.
W następnej części wywiadu o książce Marka Skwarnickiego, którą Papież nazwał kropką nad "i" swojego pontyfikatu, oraz o innych książkach i wspomnieniach tego pisarza, a także o tym, co możemy zrobić, żeby zostać przyjaciółmi Jana Pawła II.
|