Miesięcznik parafii NMP Matki Kościoła w Krakowie


Numer 14
kwiecień 2003


Poczytaj mi

Odkąd pamiętam, książki zajmowały poczesne miejsce w moim życiu. Zaczęło się to chyba w okresie stanu wojennego - popołudniami ówczesna telewizja (wyłącznie państwowa) pokazywała w obu (okrojonych) programach co najwyżej półgodzinny program dla dzieci i jeszcze dziesięć minut dobranocki. Cóż zatem pozostawało moim rodzicom, kiedy brzydka pogoda uniemożliwiała spacery, a maleńkie (15 m2) mieszkanie gry i zabawy ruchowe? Na szczęście miałyśmy jeszcze książki - kupione przez mamę i te po starszych kuzynkach. Wiersze Jana Brzechwy i Juliana Tuwima, bajki Andersena i braci Grimm, wiele zeszytów z serii "Poczytaj mi mamo", "Misia" i "Świerszczyk". Czytała przeważnie mama, czasami, kiedy miała coś ważnego do zrobienia, zastępował ją tato. Bardzo szybko uczyłyśmy się z siostrą na pamięć ulubionych bajek i głośno protestowałyśmy: - Tato, to nie tak było! - gdy tato czasem tekst przekręcał. Udawał wtedy zmieszanego, przepraszał... a za chwilę znowu się mylił i znowu trzeba go było poprawiać. Wolałyśmy zatem czytanie mamy, chyba że udało się namówić tatę na opowiadanie baśni, które słyszał, będąc dzieckiem od naszej prababci. Prababcię znałyśmy tylko ze zdjęć i tych opowiadań: o Wojtku Gale, który swoją narzeczoną przywiązał do żłobu w oborze i poczęstował sianem, o szlachetnym lisie pomagającym poznanym ludziom, o dwóch mądrych i trzecim głupim bracie... Szukałam potem tych baśni w wydaniach książkowych - bezskutecznie.

Rodzice zadbali o to, abym idąc do szkoły... nie umiała pisać ani czytać. Powiedzieli mi potem, że się bali, żebym nie zanudziła się w szkole. Za to kiedy już czytałam (a więc około półrocza), zapisali mnie do prawdziwej (nie szkolnej) biblioteki, gdzie sama mogłam wybierać książki. Dopiero dużo później dowiedziałam się, że rodzice również czytali każdą pozycję pożyczoną przeze mnie - ot... taka domowa cenzura. No, a przy okazji mogli zawsze bez wahania odpowiedzieć na pytanie: co to takiego - spyża? Albo gliptodon? A sloty? Wszystko to (i jeszcze więcej) wiedzieli moi rodzice.

Teraz bakcyl czytania będzie mnie z pewnością męczył dożywotnio. I tylko nie wiem, czy jeśli kiedyś da mi Pan Bóg dzieci i usłyszę "Poczytaj mi..." - będę się cieszyć, czy smucić?





Spis treści
Strona główna