 W związku z pielgrzymką grupy 51 osób głównie z naszej i sąsiednich parafii do Rzymu prezentujemy fotoreportaż z bliskiego spotkania z Janem Pawłem II oraz z niektórych miejsc świętych. (zob.zdjęcia) Pozdrowiliśmy Ojca Świętego od wszystkich Parafian, zawieźliśmy chleb i kiełbasę na śniadanie w dniu audiencji - 30 kwietnia 2003 r. Ks. bp Dziwisz dziękując za dary powiedział: "Bardzo dobry ten chleb, skąd żeście taki wzięli?" Cieszyliśmy się niezmiernie, że Papież jadł nasz chleb. Niech służy to dobremu zdrowiu naszego kochanego Ojca Świętego. Dla wszystkich parafian przywieźliśmy duchowy dar modlitwy i błogosławieństwo papieskie.
Jeśli chcecie się dowiedzieć czegoś więcej, czytajcie poniższą relację z pielgrzymki lub pytajcie pielgrzymów...
(ks)
Odrodzeni w duchu
czyli rzecz o rekolekcjach w drodze
"Różaniec - to moja ulubiona modlitwa"
Jan Paweł II
Parafialnej pielgrzymce do Rzymu przyświecały dwie główne intencje dziękczynne: jubileusz
25-lecia pontyfikatu Jana Pawła II i 20-lecie istnienia parafii NMP Matki Kościoła na Prądniku Białym. Każdy z nas zabrał na pielgrzymi szlak swoje intencje, by powierzyć je Bogu i wszystkim świętym, do których zanosiliśmy nasze modlitwy. Naszym pasterzem, duchowym opiekunem i przewodnikiem był ks. Stanisław Kracik.
Na pielgrzymkę wyjechaliśmy spod kościoła parafialnego w sobotę 26 kwietnia 2003. Granicę Polski przekroczyliśmy w Cieszynie, podążając do Velehradu, niewielkiego miasta w Czechach, w którym znajduje się najważniejsze sanktuarium Wielkich Moraw - klasztor i kościół ojców cystersów wybudowany i konsekrowany w XIII wieku, noszący miano Bazyliki Mniejszej. Sława tego miejsca wiąże się z postaciami świętych braci Cyryla i Metodego, którzy byli apostołami chrześcijaństwa wśród Słowian.
W Bazylice zwiedziliśmy lapidarium, gdzie poznaliśmy najdawniejszą historię klasztoru. Podziwialiśmy wnętrze Bazyliki, a w nim kaplicę Najświętszego Serca Pana Jezusa, kaplicę królewską, w której spoczywają doczesne szczątki Antoniego Cyryla Stojana, kaplicę Najświętszej Maryi Panny Matki jednoczących się chrześcijan. Przede wszystkim obraz Jana Matejki przedstawiający św. Braci Cyryla i Metodego, podarowany przez artystę velehradzkiej świątyni jako symbol jedności Słowian. Ołtarz główny ozdobiony rzeźbami św. Apostołów Piotra i Pawła, symbolizującymi filary całego Kościoła, oraz św. Braci Cyryla i Metodego, symbolizującymi filary kościoła słowiańskiego. Doniosłość świątyni podkreśla fakt, że Jan Paweł II podczas swej wizyty apostolskiej w Velehradzie ofiarował Złotą Różę temu sanktuarium.
Wzbogaceni wiedzą o tym sławetnym miejscu odbyliśmy tu Mszę św., którą celebrował ks. Stanisław Kracik. W swoim kazaniu wspomniał o doniosłej roli świętych Cyryla i Metodego w krzewieniu chrześcijaństwa wśród Słowian oraz o roli każdego chrześcijanina w spełnianiu tej misji w codziennym życiu.
Po mszy wyruszyliśmy w dalszą drogę, na nocleg do Znojmo. Przejechaliśmy w tym dniu wiele kilometrów. Pielgrzymim obyczajem czas podróży wypełnialiśmy modlitwą i medytacjami prowadzonymi przez ks. Stanisława. Pierwszego dnia rozpatrywaliśmy dwie pierwsze tajemnice radosne, początek drogi Chrystusowej.
Niedziela Miłosierdzia Bożego - drugi dzień naszej pielgrzymki - rozpoczęła się Mszą św., w stołówce hotelu Morawa w Znojmo, gdzie nocowaliśmy. Sceneria tej Mszy św. i wygłoszone kazanie pozostanie w mojej pamięci na zawsze. Niewielkie, skromne pomieszczenie o wyglądzie wiejskiej izby wypełnione pielgrzymami i homilia o apostolstwie Miłosierdzia Bożego. Opowieść o pielęgniarce Polce pracującej we włoskim szpitalu, która rozdawała pacjentom obrazki Jezusa Miłosiernego. Nasz kaznodzieja nazwał ją tak, jak Jezus św. Faustynę - apostołką Miłosierdzia Bożego. Pragnieniem księdza było pozostawić w tym gościnnym miejscu obrazek Jezusa Miłosiernego, co też się stało, bo w gronie pielgrzymujących były osoby, które podarowały obrazek
z napisem "Jezu ufam Tobie" i koronką do Miłosierdzia Bożego. Apostolskie posłanie zostało wypełnione. Mogliśmy ruszać w dalszą drogę przez Austrię prosto do Wenecji.
Tylko kierowcy liczyli kilometry i kontrolowali szybkość jazdy. My mieliśmy cały dzień czasu na podziwianie zmieniającego się jak pogoda krajobrazu. Początkowo deszcz i góry, później, gdy przejechaliśmy Alpy, krajobraz z górzystego zamieniał się w bardziej równinny. Było coraz więcej słońca i coraz więcej zieleni, liście na drzewach rosły z kilometra na kilometr. Wszak byliśmy już w pięknej Italii. W autobusie wznosiliśmy pieśni do Ducha Świętego, nabożnie odmawialiśmy różaniec, odczytywali fragmenty Rosarium Virginis Mariae, by potem głębiej przeżyć medytację dwóch kolejnych tajemnic radosnych - Narodzenie Pana Jezusa i Ofiarowanie. Przyszedł czas na koronkę do Miłosierdzia Bożego, a przed nami wciąż było wiele kilometrów.
Późnym popołudniem dojechaliśmy do Wenecji. Drogą wodną w vaporetto dopłynęliśmy do Pałacu Dożów (Palazzo Ducale) arcydzieła gotyckiej architektury - niegdyś siedziby władców Wenecji, za którym przy Piazza San Marco usytuowana jest Basilica di San Marco. Ponieważ była niedziela, mimo wieczornej pory, mogliśmy zwiedzić wnętrze bazyliki, potem utrwalić w pamięci i na zdjęciach mozaiki z jej fasady, z których jedna przedstawia wykradzenie ciała św. Marka, a druga wniesienie do bazyliki relikwii św. apostoła Ewangelisty.
Pobyt w Wenecji byłby nieważny bez spaceru jej uliczkami na Most Westchnień (Ponte Rialto), brzegiem Canale Grande i zobaczenia gondoli. Santa Maria della Salute - barokowy kościół wybudowany jako wotum za uratowanie miasta od zarazy w 1630 r. - położony u wylotu Canale Grande - podziwialiśmy
o zmroku już tylko z morza. Zwiedzenie innych zabytków Wenecji trzeba było odłożyć na następny pobyt w tym mieście.
W poniedziałek z Lido di Jesolo, gdzie nocowaliśmy, pojechaliśmy do Padwy. Głównym celem kolejnego etapu naszej pielgrzymki była Bazylika św. Antoniego. Tym razem mieliśmy dość czasu na oddanie czci doczesnym szczątkom świętego u stóp ołtarza-grobowca, a także przy jego relikwiach, skupienie się na modlitwie we wszystkich naszych intencjach, a zapewne było ich wiele, gdyż św. Antoni Padewski patronuje wszystkim trudnym sprawom. Był też czas na kontemplację tego arcydzieła sztuki sakralnej. W bazylice odbyliśmy Mszę św. celebrowaną przez ks. Stanisława w kaplicy przeznaczonej dla pielgrzymów.
Znowu w drodze. Za oknem autokaru zmieniające się widoki, w autokarze modlitwy, filmy wideo o św. Franciszku, informacje o jego życiu.
Niespodziewanie jawi się przed moimi oczami olśniewający widok - to panorama Asyżu. Jasne różowo-beżowe budowle położone na wzgórzu, proste, ascetyczne, klarowne, zamknięte w muszlę świeżej zieleni i błękitnego nieba. Wysiadamy z autokaru. Wspinamy się ku Bazylice św. Franciszka. Wchodzimy na dolny dziedziniec. Doznania estetyczne są silniejsze od religijnej kontemplacji. Zachłystuję się pięknem gotyckiej budowli, strzelistymi liniami elementów architektonicznych wznoszącymi się aż do nieba. Oglądam raz i drugi dolny kościół, obchodzę grób św. Franciszka. Wracam, by zobaczyć wszystko jeszcze raz od nowa, zanim wejdę do kościoła górnego. Pół godziny spędzone w muzeum sztuki sakralnej - to moja modlitwa. Przejście wzdłuż fresków Giotta, fasada z rozetą i portal kościoła - otwierają widok na dziedziniec i rozległy widok Asyżu.
Stromą ulicą podchodzimy do Bazyliki św. Klary, założycielki zakonu klarysek, duchowej towarzyszki życia św. Franciszka. Wysłuchujemy informacji udzielanych nam przez ks. Stanisława. Wchodzimy do wnętrza, by nawiedzić grób świętej, chwilę się pomodlić. Niewiele czasu pozostaje na zwiedzanie. Uroczymi zakątkami tego średniowiecznego miasta schodzimy do parkingu. Jedziemy do Porcjunculi - miejsca życia św. Franciszka. Znajdujący się tu kościół słynie z tego, że na jego środku znajduje się replika domu NM Panny, w którym doznała zwiastowania. Tu również jest rzeźba przedstawiająca św. Franciszka trzymającego w rękach gniazdo, na którym siadają żywe synogarlice. Jeszcze z autostrady nie mogę oderwać oczu od widoku Asyżu. Może w prostocie i skromności najbardziej przejawia się boskość, czego najlepszym dowodem było życie św. Franciszka i św. Klary.
Katedra w Orvieto jest kolejnym celem naszej pielgrzymki. Świątynię wzniesiono dla upamiętnienia cudu, który zdarzył się w pobliskiej Bolsenie. W czasie Mszy św. spłynęła z Hostii na korporał prawdziwa krew. W katedrze w Orvieto znajduje się relikwiarz Najświętszego Sakramentu. Na zwiedzanie mieliśmy niewiele czasu, gdyż czekała nas droga do Rzymu. Tego dnia, jak każdego, godziny spędzane w autobusie wypełnialiśmy modlitwami i medytacjami kolejnych tajemnic różańca.
Wtorek był dniem poświęconym na zwiedzanie Rzymu. Pierwszą świątynią, którą zobaczyliśmy, była Bazylika św. Pawła za Murami, powstała za czasów Konstantyna Wielkiego przy tzw. cella memoriae apostoła Pawła. Już w IV w. n.e. stała się największym kościołem chrześcijaństwa. Pod ołtarzem głównym znajduje się krypta, w której pochowano św. Pawła. Nad ołtarzem wznosi marmurowy baldachim (dzieło sztuki wykonane przez Arnolfa di Cambio w 1285 r.). Przy tym ołtarzu Msze św. celebrują papieże.
Zabytki starożytności przeplatają się w Wiecznym Mieście z zabytkami czasów chrześcijaństwa, toteż nasz pielgrzymi szlak prowadził przez Koloseum, Via Sacra, Kapitol, Forum i Kolumnę Trajana, Fontannę di Trevi, Schody Hiszpańskie, aż do Bazyliki Santa Maria Maggiore, zwanej też Liberiańską albo Matki Boskiej Śnieżnej. Z jej powstaniem wiąże się legenda, która mówi, że w IV w. pewnej sierpniowej nocy bogaty patrycjusz Jan miał sen: ukazała mu się Madonna, polecając wybudowanie kościoła w tym miejscu, w którym tej nocy spadnie śnieg. Śnieg o tej porze roku jest rzadkością, więc patrycjusz udał się do papieża Liberiusza prosić o radę. Dowiedział się, że jego również nawiedził podobny sen i że tej nocy wzgórze eskwilińskie pokrył śnieg. Podążyli więc na to miejsce, gdzie na śniegu papież Liberiusz wykreślił zarys późniejszej bazyliki, którą niebawem zaczął budować wspomagany przez bogatego patrycjusza. Z tym miejscem i legendą wiąże się początek kultu Madonny jako Matki Bożej, który zatwierdził sobór w Efezie w 431 r. W tej przepięknej bazylice, pełnej średniowiecznych i renesansowych zabytków, odbyliśmy Mszę św. celebrowana przez ks. Stanisława.
Środa 30 kwietnia była najważniejszym dniem naszej pielgrzymki, dniem Audiencji Generalnej
u Ojca św. Jana Pawła II. Na plac św. Piotra przyjechaliśmy wcześnie rano. Mieliśmy dość czasu na zrobienie pamiątkowych zdjęć, zajęcie miejsc w pierwszych rzędach i skupienie się przed tą doniosłą uroczystością, do której przygotowywaliśmy się w modlitwach przez dotychczasową drogę pielgrzymki,
a może nawet przez całe swoje życie. Chociaż do papieża pielgrzyma i na dodatek Polaka, prawie krakowianina każdy z nas miał możliwość zbliżyć się w trakcie Mszy Św. celebrowanych w Polsce, to jednak uczestnictwo w pielgrzymce i w audiencji jest przejawem realizacji chrześcijańskiej powinności. Było nam dane stanąć przed obliczem Ojca św. i odebrać jego błogosławieństwo.
Po audiencji zwiedzaliśmy Muzea Watykańskie, Kaplicę Sykstyńską, Bazylikę św. Piotra. Pod koniec dnia zobaczyliśmy jeszcze Bazylikę św. Jana na Lateranie. Opisywanie tych miejsc jest zbyteczne, gdyż są znane choćby z transmisji telewizyjnych. Ogrom wrażeń, jakich doznaliśmy w ciągu tego dnia, jest nie do wypowiedzenia, tym bardziej że każdy z nas odczuwa inaczej.
Następnego dnia pojechaliśmy do Monte Cassino, gdzie zwiedziliśmy najpierw Bazylikę św. Benedykta i opactwo benedyktynów. Później udaliśmy się na cmentarz żołnierzy polskich, którzy zginęli tu w maju 1944 r. w walce z Niemcami w czasie bitwy mającej na celu przełamanie linii Gustawa i otwarcie drogi do Rzymu wojskom alianckim. U wejścia do tego cmentarza jest ułożony napis: "Przechodniu, powiedz Polsce, żeśmy polegli wierni w jej służbie". Modlitwą i pieśnią oddaliśmy hołd poległym.
Pompeje były kolejnym etapem naszej podróży. Ruiny tego starożytnego miasta położone są u podnóża Wezuwiusza. Wybuch wulkanu w 79 r. n.e. zniszczył miasto. Do XVII wieku spoczywało pod warstwą gruzu i popiołu. W 1748 r. rozpoczęto wykopaliska, które trwają do dziś. Obszar udostępniony do zwiedzania jest bardzo rozległy. Zobaczenie najważniejszych zabytków zajęło nam dużo czasu i dość zmęczyło. W Pompejach znajduje się również Kaplica Matki Boskiej Różańcowej.
Z Pompei pojechaliśmy na nocleg do Sorrento. Następny dzień spędziliśmy na Capri. Ten krótki wypoczynek był konieczny przed dalszą drogą.
W sobotę wcześnie rano wyruszyliśmy do San Giovanni Rotondo do Sanktuarium św. Ojca Pio, gdzie spędził ostatnie lata swojego życia i został pochowany. Wśród pamiątek po kanonizowanym w ubiegłym roku stygmatyku, przy jego grobie oddawaliśmy się modlitwie. Mszę św. odbyliśmy w kaplicy z jego wizerunkiem. Przeszliśmy Drogą Krzyżową na stacjach pnących się na wzgórzu przyległym do Sanktuarium.
Ostatnim celem naszego pielgrzymowania była Bazylika w Loreto. Centralnym miejscem tego sanktuarium jest dom nazaretański - ziemskie mieszkanie Maryi. Według tradycji murowana część domu NM Panny w 1291 r. została przeniesiona przez aniołów najpierw do Trsatu (dzisiejsza Chorwacja), a następnie 10 grudnia 1294 r. do Loreto. Obecnie św. Domek ma obudowę marmurową, wykonaną na polecenie Juliusza II w 1507 r. wg projektu Bramantego. We wnętrzu św. Domku znajduje się figura Matki Boskiej z Dzieciątkiem wykonana z drzewa cedrowego. Wszyscy pielgrzymujący do Loreto modlą się w tym świętym miejscu. Również i my przestąpiliśmy próg domu Maryi.
Mszę św. odbyliśmy w sali skarbca (kaplicy wotywnej) ozdobionej freskami C. Roncallego (zwanego Pomarancio). Modliliśmy się w różnych intencjach i dziękowali Bogu za dotychczas przebytą drogę.
Z Loreto pojechaliśmy na nocleg do Lido di Jesolo pod Wenecją, skąd następnego dnia po Mszy św. odprawionej w hotelu wyruszyliśmy w drogę powrotną do Krakowa. W tym ostatnim dniu podróży, jak przez wszystkie pozostałe, odmówiliśmy różaniec i koronkę do Miłosierdzia Bożego, śpiewaliśmy pieśni. Zakończyliśmy medytację nad tajemnicami różańca sentencjami:
"Różaniec jest streszczeniem Ewangelii".
"Nie upadnę, bo mocno trzymam się różańca"
"Różaniec - to łańcuch miłości".
W trakcie medytacji ks. Stanisław Kracik wypowiedział zdanie: "Znaczenie pielgrzymki to przeżycie pewnego doświadczenia, które dalej niesiemy ze sobą, by nas umacniało w następnych doświadczeniach związanych z Bogiem".
Wróciłam bogatsza o przeżycie boskości w odwiedzanych sanktuariach i umocniona na dalszą drogę swojego życia. Sądzę, że każdy pielgrzym myśli podobnie. Duża w tym zasługa ks. Stanisława jako przewodnika duchowego i organizatora tej pielgrzymki.
Bogu niech będą dzięki za jej szczęśliwe przebycie.
Jadwiga Zielińska
Jubileusz
|