Miesięcznik parafii NMP Matki Kościoła w Krakowie


Numer 4 (38)
kwiecień 2005
Rok IV


Krzyż Ojca Świętego


W cierpieniu Jana Pawła II jest niewiarygodnie wiele nadziei i pogody ducha. Papież zawsze, na przekór wszystkiemu, był dobrej myśli. Gdy podczas zamachu z maja 1981 roku cały świat wstrzymał oddech w obawie o życie Jana Pawła II, on sam pocieszał nas mówiąc, że nie zamierza jeszcze umrzeć. "John, to nie jest śmierć", miał powiedzieć Papież do swego sekretarza w karetce. Podobnie, po niezbyt udanej operacji wszczepienia sztucznego stawu biodrowego, gdy dowiedział się, że nigdy nie będzie jeździł na swoich ukochanych nartach, znów przyjmuje to pogodnie bez żadnych pretensji i żalu. Następnie pojawił się problem z kolanem. Na początku wystarczyła laska, potem potrzebne już było specjalne krzesło. Chory już na Parkinsona papież dalej jest wytrwały w kontynuowaniu swojej misji. Starość i choroby sprawiają, że Jan Paweł II z powodu najmniejszej infekcji ląduje w szpitalu. Mimo całego zamieszania wokół jego zdrowia nie poddaje się, nie gasi nadziei. Zawsze pełen sił duchowych i pogody ducha, czy to w chorobie czy w zdrowiu, prowadzi nas i pokrzepia. Cierpienie Ojca Świętego jest jakby jedną z jego "encyklik" i to najwymowniejszą.

Trudno byłoby sobie wyobrazić wygląd dzisiejszego stanu rzeczy na arenie światowej bez niego. Nie jestem prorokiem i nie wiem, co by było, gdyby zabrakło jego charyzmatycznej osobowości podczas zrywu "Solidarności", gdyby nie jego mocny sprzeciw wobec wszelkich wojen, gdyby zabrakło jego starań o zbliżenie się trzech wielkich religii: chrześcijaństwa, judaizmu i islamu, gdyby nie było tego wszystkiego, co z takim trudem i poświęceniem czynił. Nie wiem, ale domyślam się, że nie znalazłby się nikt podobny, kto odważyłby się na taki heroizm.

W ostatnich dniach pojawiły się niepokojące głosy: "ustąp", "wycofaj się", "zwolnij miejsce". Ni to dobre rady płynące z głębi serca, ni dobre wskazówki dla Kościoła. Trwanie na stanowisku Jana Pawła II niektórzy interpretują jako upór. Ja w postawie Ojca Świętego znów znajduję mądrość, moc charakteru oraz świadectwo cierpienia. Czy Jezus rezygnował ze śmierci krzyżowej? Nie. Chciał bowiem jej przyjęciem przypieczętować swoją działalność i nauczanie. Jan Paweł II nie ustąpi, bo z krzyża się nie schodzi, z drzewa krzyża jest się zdejmowanym.

"Powiedział do niej Jezus: "Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, to choćby umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?" Odpowiedziała Mu: "Tak, Panie! (...)" (Łk 11,25–27)

Dziś za zdrowie Papieża modli się cały świat, nie tylko katolicy. W modlitwie z nami łączą się Żydzi i Muzułmanie. Ta solidarna modlitwa jest pięknym aktem dziękczynnym dla Ojca Świętego, bo pokazuje, że nie tylko chrześcijanie potrafią go kochać. To Jan Paweł II jako pierwszy z papieży wstąpił w progi synagogi i meczetu. To on modlił się niegdyś pod Ścianą Płaczu wsuwając w jej szczelinę własne intencje. To on jednoczył nas i naszych "starszych braci" w jednym Duchu. Teraz oni odpłacają Papieżowi swoją szczerą modlitwą o jego zdrowie.

"Jezus usłyszawszy to, rzekł: "Choroba ta nie zamierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą" (Łk 11,4)

Coraz to nowe i zarazem niepokojące wiadomości dochodzą do mnie podczas pisania tego artykułu. Ręce drżą z każdym nowym komunikatem utrudniając pisanie, a serce smakuje gorzkiej adrenaliny. Ojciec Święty jednak nie traci ducha, więc ja też nie zamierzam. "Spodobało się Panu zmiażdżyć Go cierpieniem. (...) Po udrękach swej duszy, ujrzy światło i nim się nasyci" (Iz 53, 10–11)

Mati





Spis treści
Strona główna