Austria
Niebiańskie łąki na Kreutzjoch
Fulpmes-małe alpejskie miasteczko leży w rejonie południowego Tyrolu, dokładnie w rejonie Stubaital. Z Innsbrucka jest tylko 20 km. Także do granicy Włoch jest niespełna 40 km. Dolina Stubaital oferuje atrakcje w postaci pieszych i rowerowych wycieczek. Blisko jest także do pięknej dolinki Gschnitztal. Przede wszystkim jednak z Fulpmes możesz wybrać się na Kreutzjoch. Tam zobaczysz piękne alpinarium i łąki jakich nie ma w całych Alpach. Jeżeli jednak zmęczą Cię upały możesz popróbować swoich sił na lodowcu. Z Fulpmes kieruj się do Neustift, a dalej do Muttenbergalm. Proponuję wyjechać na ostatnią stację Eisgrat (2900m). Tam bez problemu za dosłownie "grosze", a raczej szylingi pożyczysz profesjonalny sprzęt i.............. stok jest świetny. Pamiętaj jednak, że ostatnia kolejka zjezdża ok. 16.00, a zejście z 3000m choć łatwe i przyjemne trwa ok 4godziny. W okolicach Fulpmes kręcone były zdjęcia do filmu "Doktr z alpejskiej wioski". Możesz tam łatwo trafić kierując się na Sonenstein

Solden-Diabełek drugi i trzeci
Solden i Timmelsjoch
Zapowiadał się upalny dzień. Postanowiliśmy zwiedzić dwie wielkie przełęcze Alp- Sölden i Timmelsjoch. Obie przełęcze leżą na wysokości ponad 2500m. Sölden leży tuż przy granicy Austrii i Włoch, natomiast Timmelsjoch na samej granicy obu państw. Droga na Sölden należy do jednej z najtrudniejszych w całych Alpach. Samochodem wyjezdża się aż na wysokość 2798m. Ruszyliśmy wcześnie rano w kierunku Innsbrucka, dalej w okolicy Haiming skręciliśmy w drogę lokalną prowadzącą do Sölden. Droga z nazwy lokalna, za to nawierzchnia podobna do naszych autostrad. Sam przejazd wzdłuż szczytów jest dużą atrakcją zwłaszcza w piękną pogodę i przy praktycznie braku samochodów na drodze. Opłata drogowa ponad 200ATS za wjazd nie odstraszyła nas wcale.
Mimo pięknej pogody na Hochalpenstrasse panował umiarkowany ruch, za to skala trudności jazdy*****. Przejezdżając wiele przełęczy zarówno w Bawarii, Szwajcarii jaki i w Austrii spodziewaliśmy się podobnej roślinności. Zapomnieliśmy jednak, że prawa przyrody są nieubłagane. O tym że, wyjechaliśmy autem na prawie 2800m przekonaliśmy się niebawem, wysiadając z auta. Wiedzieliśmy jednak, że polary na przełęczach to konieczność. Brak roślinności na szczycie przełęczy zrekompensowała nam okoliczna panorama i mnóstwo śniegu. Ania nie dała się jednak namówić na narty, tym bardziej, że w planach była kolejna przełęcz Timmelsjoch. Mimo pewnej wprawy w poruszaniu się po wysokoalpejskich szlakach, oceniłem drogę jako Diabełek nr 2. Przejazd przez przełęcz Timmelsjoch okazał się równie trudny co nakazało mi tą drogę zaklasyfikować nieco niżej-Diabełek nr 3, tym bardziej, że po drodze widzieliśmy 2 wypadki śmiertelne. Przełęcz okazałe się cudowna. Widoki jak z bajki, wokół mnóstwo alpejskich kwiatów i ............ten nieprawdopodobny zapach.
Zadecydowaliśmy-zostajemy na dłużej. Z ochotą sięgneliśmy do naszego koszyka ze smakołykami i z rodzimym piciem w postaci Tymbarków (żadne soki nie są tak dobre jak nasze). Panował niemiłosierny upał. Nasze postanowienie posiłku na trawie okazało się zaraźliwe dla innych. Zatrzymali się Szwedzi i Anglicy sięgając do swoich zapasów. Jadąc autostradami 80km zwykle pokonywałem w ciągu 30-40 minut, nie wiedziałem, że przejazd tego odcinka zajmie mi kilka godzin (wypadki, trudna trasa). Po drodze zwiedziliśmy małe włoskie miasteczko St. Leonhardt i Vipitelno, kierując się na przełęcz Brenner by ostatecznie skierować się do Fulpmes, gdzie czekało na mnie jako nagroda zimne piwo.
Diabełek pierwszy-Kaunertal
Przepis kulinarny;składniki:
słoneczna pogoda, zapas filmów w aparacie, niezły samochód i takież umiejętności nim kierowania, brak lęku przestrzeni. Tak nazwana jest przeze mnie trasa samochodowa na jeden z lodowców w Alpach Otztalzkich- Kaunertal, dokładnie Kaunertaler Gletscher. Mniej więcej do wysokości Pitztal jedziesz komfortowo autostradą A12 od Innsbrucka. Szczególnie interesująca trasa zaczyna się mniej więcej od Feuchten, kolejno Am See, dalej napotkasz zaporę w postaci płatnej bramki, którą warto pokonać (260 ATS za samochód). Tuż za płatną bramką zobaczysz po prawej stronie wigwam "Indianina", bo tak nazywają go ludzie, dla podkreślenia faktu, że żyje On zgodnie z naturą i do tego w namiocie. Trasa zaczyna się niewinnie, ale pamiętaj, że Twoim (auta) punktem docelowym będzie 2755m. Jednak to nie wjazd, ale zjazd jest prawdziwym wyzwaniem dla kierowcy i auta. Pamiętaj, tam gdzie się tylko da hamuj silnikiem. Niewykluczone także narty choćby w Lipcu i Sierpni
Kufstein
Miasteczko leży nad Innem, nieopodal granicy z Niemcami. Także od wschodu rozciąga się potężny Masyw Wilder Kaiser (Ellmauer Halt, 2344 m n.p.m.).
Nad miasteczkiem góruje monumentalna twierdza o białych murach, doskonale widoczna już z autostrady. Ponadto, co jest typowo austriackim zwyczajem, miasteczko ma własną „górę domową” (Hausberg von Kufstein). Rolę tę pełni Pendling (1563 m n.p.m.) wyrastający na zachód od miasteczka w masywie Alp Brandenbergskich (Brandenberger Alpen).
W jednej z miejscowych piosenek Kufstein nazwany jest perłą Tyrolu. O tę perłę Bawarczycy i Tyrolczycy wiedli zapalczywe spory, dopóki nie odkupił jej ostatecznie cesarz Maksymilian I. Na skalistym wzgórzu nad Innem rozbudował fortalicję obronną, a na jej murach kazał wystawić działo o znamiennej nazwie Weckauf (Pobudka). W rozbudowanej później twierdzy najbardziej imponująca jest wieża Cesarska (Kaiserturm), nazwana tak na cześć cesarza.

Kitzbuchel
Kitzbüchel - To "raj dla narciarzy", słyszeliśmy także że ze szczytu Kitzbüchelhorn jest najpiękniejszy widok na Alpy w całej Austrii. Miasto sprawia wrażenie luksusowego kurortu, ale także jest pełne zabytków. Blisko rynku jest doskonała informacja turystyczna, oferująca bezpłatne przewodniki w kilku językach, oraz oferty spędzenia wolnego czasu w okolicy Kitzbüchel. Tuż obok rynku jest wyciąg narciarski na pobliski szczyt. Góra wygląda imponująco, ale to nie Kitzbüchelhorn. Do drogi wiodącej na Kitzbüchelhorn trzeba z miasta przejechać kilka kilometrów. Sam wiazd jest nieco ukryty i mało reklamowany stąd trzeba uważnie jechać. Początek drogi jak się wydaje - nic szczególnego, zwykła alpejska szosa. Jednak po dojechaniu (ok 5km) do bramki opłat (tylko 40 ATS-od samochodu) trasa radykalnie się zmienia. Droga staje się bardzo kręta i o dużym stopniu nachylenia. Brak barier osłaniających a tu z prawej strony auta same przepaście - aż ciarki przechodzą na myśl........ Trudności te są rekompensowane przez bajeczne widoki na dolinę w której leży Kitzbüchel. Nie sądziłem, że po przyjechaniu na miejsce, trzeba będzie jeszcze przejść dość trudną trasą spacerową na szczyt.
Tu spotkała zwłaszcza mnie i Anię, a także naszych przyjaciół Olgę i Stanisława miła niespodzianka. Mniej więcej w połowie trasy znajdowało się profesjonalnie wykonane Alpinarium z ogromną ilością roślin alpejskich, a także roślin z okolic Himalajów. Postanowiliśmy wykorzystać to miejsce do zrobienia kilkudziesięciu zdjęć makro. Po wyjściu na sam szczyt stwierdziliśmy, że Kitzbüchelhorn oferuje najpiękniejsze widoki alpejskie na szczyty w całej Austrii, w tym oddalone nawet o ok. 100 km. Trzeba jednak przyznać, że w tym dniu było ku naszej radości bardzo słonecznie. Wróciliśmy do naszej Bawarii bardzo zadowoleni, wiedząc, że czeka na nas wspaniała kolacja.


