
Świat podwodny jest tak
fascynujący, a ukazujące go fotografie tak niecodzienne, że pozostaje żałować,
że nie dla przeciętnego śmiertelnika te uroki. Fotografia podwodna bowiem to
niezwykle kosztowny sprzęt fotograficzny, nie mniej kosztowny ekwipunek do
nurkowania i wreszcie konieczność wypraw do dalekich mórz. Czy jednak faktycznie
ten świat pozostaje tak zupełnie poza naszym zasięgiem? Otóż nie! W fotografię
„podwodną” można się ze znakomitym skutkiem bawić nie wydając ani grosza na
specjalistyczny sprzęt. Ba! Nawet nie trzeba umieć pływać!
Nie umiejąc pływać, nie
posiadając sprzętu do nurkowania, nie mając kieszeni wystarczająco zasobnej, by
zainwestować kilka tysięcy dolarów w sprzęt fotograficzny, pozostaje nam
fotografia podwodna... na sucho. Tę można już spokojnie uprawiać bez obawy o
własne życie i posługując się sprzętem choćby nawet zupełnie amatorskim. Cała
sztuka polega bowiem po pierwsze na znalezieniu
odpowiedniego miejsca, po wtóre
zaś na umiejętności wykorzystania tych możliwości, jakie daje praktycznie każda
lustrzanka. Tym miejscem może być akwarium lokalnego ogrodu zoologicznego, może
być sklep akwarystyczny, którego właściciel z pewnością nie odmówi nam
możliwości wykonania kilku fotografii; zwłaszcza, gdy w rewanżu obiecamy parę
bardziej udanych odbitek do ozdobienia sklepu lub w celach reklamowych.
Poważniejsi zapaleńcy mogą się skusić na urządzenie własnego akwarium, może
warto też popytać wśród znajomych - akwarystyka jest u nas dość popularnym
hobby. Do fotografowania drobnych stworzeń wodnych nie będziemy nawet
potrzebowali inwestować w prawdziwe akwaria: mini-akwarium, doskonale nadające
się do makrofotografii, można samemu skleić np. ze szkiełek mikroskopowych,
które mają tę ważną zaletę, że zostały wyprodukowane z myślą o zastosowaniach
naukowych w połączeniu z zaawansowaną techniką optyczną - są więc na ogół
znakomitej jakości.
Być może fotografowanie
żyjątek w akwariach nie daje tych emocji, co prawdziwa fotografia podwodna, ale
niewątpliwie ma swoje jasne strony: całą pracę można wykonać w komfortowych
warunkach, czasem nawet nie przerywając słuchania ulubionej audycji radiowej...
Co jednak ważniejsze od komfortu, to fakt, że jeśli uda się znaleźć dobre
akwarium, to w ciągu kilku godzin możemy się dorobić kolekcji fotografii, na
jaką w „normalnych” warunkach (czyli pławiąc się wbrew naturze ludzkiej w wodzie
i oddychając sprężonym powietrzem z butli) musielibyśmy pracować całe lata.
Jakby tego było mało, jakość naszych fotografii niejednokrotnie przewyższy
wszystko to, co można osiągnąć pod wodą: łatwiej jest manewrować światłem, można
sobie pozwolić na spokojniejsze kadrowanie (przecież uwięzione żyjątko i tak nie
ma gdzie uciec), a woda w akwariach jest na ogół utrzymywana krystalicznie
czysta (nie ma więc problemów z prawdziwą zmorą fotografii podwodnej - drobnymi
cząsteczkami zawieszonymi w wodzie, które przy użyciu lampy błyskowej dają taki
efekt, jakby pod wodą padał gęsty śnieg).
Do fotografii podwodnej na
sucho wystarczy właściwie dowolny aparat fotograficzny, byleśmy znali jego słabe
i mocne strony. Ponieważ jednak nawet w profesjonalnie prowadzonych akwariach
światło bywa umiarkowane, im jaśniejszy będziemy
mieli obiektyw, tym łatwiej
będzie nam uzyskać pożądane rezultaty. Choć więc obiektyw o zmiennej ogniskowej
może się wydawać kuszący, na ogół i tak nie będziemy mogli zeń skorzystać ze
względu na zbyt małą jasność (oczywiście zakładając, że artykuł jest skierowany
do tych, którzy niechętnie wydaliby parę tysięcy dolarów na zoom o dużej
jasności). Minimum sprzętowe może więc być doprawdy niedrogie: dopóki nie
zamierzamy zabierać się za makrofotografię, nie jest niezbędna nawet lustrzanka
(choć oczywiście lustrzanką znacznie wygodniej się pracuje). Z co najmniej
trzech względów nie polecam jednak „kompaktów”. Po pierwsze, większość z nich ma
dość ciemne obiektywy, a więc tę samą wadę, co wymienne obiektywy o zmiennej
ogniskowej. Po drugie tylko te lepsze pozwalają wyłączyć lampę błyskową. Po
trzecie zaś - i to jest bodaj najważniejszą i ostatecznie dyskwalifikującą je
wadą, niemal wszystkie kompakty posługują się aktywnym systemem autofokusa,
czyli mierzą odbitą od powierzchni fotografowanego obiektu wysłaną wcześniej
wiązkę podczerwonego promieniowania. Gdy będziemy fotografowali zwierzęta w
akwarium, ostrość nie zostanie więc ustawiona na obiekt naszego zainteresowania,
lecz na szybę
akwarium. Najtańszym idealnym zestawem mogłaby więc być np. stara
poczciwa Praktica z równie starym i równie poczciwym standardowym obiektywem
50/1.8 (niektóre obiektywy Praktici były, nawiasem mówiąc, znakomite,
umożliwiały bowiem fotografowanie z odległości zaledwie 30 cm bez żadnych
pierścieni pośrednich czy mieszków). Właściwie nie gorszy powinien być popularny
swego czasu wytwór radzieckiej myśli technicznej - Zenit TTL, nie będą nam
bowiem potrzebne żadne wyrafinowane czasy migawki, których Zenitowi wyraźnie
brakuje. Fotografowanie przy pomocy lustrzanki pozwoli nam lepiej kontrolować
kadr, a co najważniejsze - zauważyć ewentualne pojawiające się w kadrze refleksy
światła w szybie akwarium czy też odbicie samego fotografa. Przy fotografowaniu
ruchliwych zwierząt, takich jak np. większość ryb czy foki, wygodnie jest jednak
mieć aparat z automatycznym nastawianiem ostrości. Dzięki temu genialnemu
wynalazkowi możemy się skupić na utrzymaniu obiektu w kadrze, a o ostrość zadba
sam aparat. Kolejne przydatne (co nie znaczy niezbędne) udogodnienie to
sterowanie lampą błyskową przez obiektyw. Lampa przyda się bardzo przy
makrofotografii, gdy musimy zbliżyć się do fotografowanego obiektu na niewielką
odległość i pozostaje nam tak mała głębia ostrości, że musimy przymknąć
przesłonę obiektywu do wartości 16 albo i większej.
Przy fotografowaniu większych
obiektów, takich jak np. pokazana na fotografii obok orka, należy fotografować w
świetle zastanym. Lampa błyskowa nie na wiele się przyda, bo nawet te
najmocniejsze mają za mały zasięg, a co gorsza błysk prawie na pewno da trudne
do przewidzenia rozbłyski i odbicia w szybie akwarium. Należy więc wyczekać na
moment względnej nieruchomości fotografowanego zwierzęcia (pamiętamy, że i tak
nam nie ucieknie, więc to wyłącznie kwestia cierpliwości) i przy czasie rzędu
1/30 - 1/60 s ustawić jak najwyższą liczbę przysłony by uzyskać zadowalającą
głębię ostrości. Przy fotografowaniu szybko poruszających się zwierząt (patrz:
fotografia foki) najlepiej zdać się na automatykę aparatu i wykonać serię zdjęć
- któreś powinno wyjść ostre. W obu przypadkach należy bardzo dokładnie
przyjrzeć się kadrowi na matówce aparatu i wybrać taką pozycję, przy której nie
będą widoczne żadne rozbłyski i odbicia w szybie.
Drobne zwierzęta i rośliny najlepiej natomiast fotografować z lampą błyskową, używając obiektywów do makrofotografii lub zwykłych obiektywów z pierścieniami pośrednimi. Tu nie zależy nam na jasności obiektywu (i tak dla uzyskania przyzwoitej głębi ostrości będziemy musieli przymknąć przesłonę), możemy więc z powodzeniem skorzystać z obiektywu zmiennoogniskowego z pierścieniami lub mieszkiem. Jeśli tylko jest to możliwe, najlepiej jest fotografować przykładając dokładnie przednią krawędź obiektywu do szyby akwarium (przyda się gumowa lub plastikowa osłona przeciwsłoneczna!) i skierowując lampę błyskową od góry akwarium. Jeśli górna powierzchnia akwarium jest niedostępna, można trzymać lampę jakieś 20 - 30 cm ponad aparatem, skierowując palnik w stronę fotografowanego obiektu. Takie górne oświetlenie wygląda naturalnie, a dno akwarium odbija na ogół wystarczająco dużo światła, by rozświetlić nieco cienie.
Poza makrofotografią, do
której i tak musimy wykorzystać lampę błyskową, najpoważniejszym problemem
będzie na ogół brak światła. Warto więc zaopatrzyć się w filmy o wysokiej
czułości. Najbardziej godne polecenia są te o czułości ISO 400, zapewniają
bowiem najlepszy stosunek jakości do czułości: nowoczesne filmy ISO 400 mają
ziarno niewiele większe niż ISO 100, dają za to aż dwa stopnie EV (dwie działki
przesłony) korzyści. Przy filmie ISO 200 tracimy niemal tyle samo na
ziarnistości obrazu, za to znacznie mniej zyskujemy - różnica 1 EV leży w
granicach tolerancji większości filmów negatywowych. Z kolei ISO 800 to na ogół
znaczne pogorszenie jakości obrazu, a tylko jeden stopień EV zysku w porównaniu
do filmu ISO 400. Nie znaczy to, że filmów o tej czułości nie można w ogóle
używać; wręcz przeciwnie - warto zawsze mieć taki przy sobie, by skorzystać zeń
w szczególnie trudnych warunkach oświetleniowych. ISO 400 to tylko swego rodzaju
złoty środek; oczywiście do czasu, gdy technologia produkcji materiałów
światłoczułych przyniesie nam kolejne rewelacje.

* Wszystkie fotografie zostały wykonane aparatem Canon EOS 50E. Orka: obiektyw Canon EF 50/1.8, światło zastane, Fujicolor G400; pozostałe fotografie: obiektyw Canon EF 28-80/3.5-5.6 + pierścienie pośrednie + lampa błyskowa Canon 430EZ, Kodak Gold 100.